Przepraszam za Smoki - czyli moje spojrzenie na AoS DMP22

 Cześć, 

Szybka reaktywacja bloga, żeby wrzucić moje odczucia z gry jedną z najbardziej kontrowersyjnych ostatnimi czasy armii - ScE Stormdrake Guard - co może pójść nie tak? ;)

TL;DR:

1) Link do TTT z DMP22: TUTAJ

2) Jeśli nie interesuje Cię wstęp dotyczący smoków i historii hejtu to śmiało przewijaj tak z połowę tekstu do MINUSY ;) (tak, zacząłem od minusów).

Nie ukrywam, że smoki robią spore wrażenie - zarówno na papierze jak i na żywo, rozstawione na stole. To naprawdę piękne modele. Niestety - ich zasady i wycena punktowa wzbudziły i wzbudzają wciąż sporo negatywnych emocji, a sama armia jest przez to odbierana również niezbyt dobrze. Ciągnie się za nią opinia "no brainera", "pay-to-win", "przykładu nieumiejętnego balansu w grach GW" oraz "sztandarowego przykładu power-creepu". 

Ile w tym prawdy? Zagrajcie i przekonajcie się sami ;) W moim jednak odczuciu wszystkie te opinie są nieco przesadzone. Tak - armia jest mocna bo łączy w sobie szereg cech które generalnie w AoSie są mocno pożądane:

1) Bycie One-dropem

2) Mobilność

3) Mortale bite na odległość

4) Przyzwoity DMG w CC

5) Wyporność

6) Ignorowanie czarów

Tak - te modele mają imponująco wyglądające zalety skompresowane na ich scrollach. Wydaje mi się, że bardziej chodzi tutaj o uniwersalność i możliwości kontrowania szeregu buildów, które obecnie w mecie mają się dość dobrze (zwłaszcza dzięki Mobilności, Mortalom i Ignorowaniu czarów).

Z drugiej jednak strony, wersja rozpiski którą grałem ma szereg wad, a i w zaletach da się znaleźć dziury. Tak, są one-dropem ale tak samo one-dropowe są inne metowe armie, w zasadzie wszystko teraz sieje one-dropami. Tak, są mobilne ale tak samo mobilne są one-dropowe Ironjawsy. Tak, biją mortale na odległość ale te same mortale na odległość są obecne w szeregu innych armii (DoK, LRL, Serki...). 

I tak dalej i tak dalej. Siłą i przewagą jest tutaj skomasowanie tego w jednym, uniwersalnym scrollu. 

Pech chciał, że wychodząc, smoki zostały dramatycznie wręcz niedoszacowane punktowo. To zostało już naprawione i w moim odczuciu, na ten moment w punktach jest już ok. Drugim czynnikiem był Command Trait generał dający wszystkim smokom pasywną aurę -1 to wound - to również zostało zmienione. Mimo to smoki wciąż są mocne, wciąż są przeszacowywane a ludzie dopiero uczą się na nie (i nimi) grać. 

Jeśli coś jest hejtowane to mnie oczywiście przyciąga. Jeśli ma do tego ładne modele to już w ogóle nie ma wyjścia - no więc wjechałem w nie jak dzik w sosnę, jak kuna w maliny, jak Kubica w bandę, do tego jeszcze nadarzyła się świetna okazja aby je wypróbować w boju Druzynowych Mistrzostwach Polski 2022.

W ogóle to po raz pierwszy jechaliśmy na DMP (i w ogóle na drużynówkę) nie memicznymi rozpami, nie jakimiś ulepami z patyczków i "wydaje mi się, że to skontruje pół mety i żodyn się nie spodziewa" ale przemyślanymi, sprawdzonymi i przetestowanymi rozpami za którym stał jakiś głębszy zamysł. Rzecz jasna nadal wykluczaliśmy udział elfów w naszym teamie (chociaż przez moment wydawało się, że złamiemy i tą, jedną z ostatnich zasad...xD) ale  tym razem były tylko trzy armie DESTRO. Staraliśmy się ograć wybrane paringi, żeby dowiedzieć się jakie mamy szanse jeśli nie na konkretne złożenia to chociaż na podobny playstyle. Zajęło nam to naprawdę sporo czasu ale się spłaciło - decyzje co do paringów były podejmowane szybko i pewnie, właśnie dzięki temu wcześniejszemu przygotowaniu i poznaniu armii. 

Znalazło to definitywnie odzwierciedlenie w naszych wynikach ( i w nieco mniejszej ilości spożytego w trakcie turnieju alkoholu) z czego jestem bardzo zadowolony (z wyników, nie z mniejszej ilości alko rzecz jasna) bo pokazuje, że jak chcemy to umiemy. 

5. miejsce AoS Huba to zasługa całej drużyny. Każdy dołożył swoją cegiełkę. Każdy był zaangażowany i "wkrecony" począwszy od momentu kiedy poznaliśmy pierwszy paring aż do ostatniego uścisku dłoni w piątej rundzie. Każdy miał też słabszy moment kiedy pomogła drużyna ("Spoko, wiemy, że jesteś berłem, nie oczekiwaliśmy niczego więcej..."). Kilka meczy na pewno zostanie nam w pamięci, do podium zabrakło niewiele ale to w tym najlepsze - niedosyt ;)

Dzięki Kaczka, dzięki Leo, dzięki Uncjusz, dzięki Vlad :) No i oczywiście - dzięki ADAM za organizacyjny trud. 

A teraz do brzegu - pójdzie już z górki bo uwagi są spisane w telegraficznym skrócie - czym grałem, na grałem i co zauważyłem. Jak zwykle - nie musicie się ze mną zgadzać, to moje odczucia wynikające z moich gier i mojego spojrzenia na tą konkretną rozpę w kontekście match-upów i mojego "szczęścia" (oraz odrobiny doświadczenia aosowo-turniejowego). 

Rozpa

Allegiance: Stormcast Eternals

- Stormhost: Hammers of Sigmar (Scions of the Storm)

- Mortal Realm: Ghur

- Grand Strategy: Beast Master

- Triumphs: Inspired


Leaders

Knight-Draconis (300)*

- General

- Command Trait: Battle-lust

- Artefact: Mirrorshield

- Mount Trait: Celestial Instincts


Battleline

4 x Stormdrake Guard (680)*

- Drakerider's Warblade

- Reinforced x 1

2 x Stormdrake Guard (340)*

- Drakerider's Warblade

2 x Stormdrake Guard (340)*

- Drakerider's Lance

2 x Stormdrake Guard (340)*

- Drakerider's Lance


Core Battalions

*Battle Regiment

Additional Enhancements

Holy Command: Steadfast March


Total: 2000 / 2000

Reinforced Units: 1 / 4

Allies: 0 / 400

Wounds: 101

Drops: 1


Gry na: 

1. Rumperskie LRL - Major Win

2. Katowicko-Alkowe KO - Major Lose

3. Łódzki Kragnos+Stonehorny - Minor Win

4. Czeski Tzeentch - Major Win

5. Warszawskie LRL Adriana - Minor Win


Minusy: 

Potwierdza się, że ataki zasięgowe smoków są bardzo swingy - w moim przypadku tylko w jednej grze shootingowe mortale zrobiły jakąś zdecydowaną różnicę. Można na nie liczyć jako wspomagacz ale nastawiać się na to, że będą zabijać na prawo i lewo w shootingu to jednak ostry hazard.

W pozostałych był to jedynie niewielki dodatek do DMG jaki wypłacają smoki w CC (nie większy niż w przypadku wielu innych unitów w tej grze). 

To ewidentnie loteria, Wiem, że inni rzucali lepiej bo przeciwnicy z którymi grałem a którzy wcześniej spotkali smoki opowiadali mi o dziesiątkach mortali jakie na nich spadały. 

Mogę stwierdzić, że miałem zatem okazję sprawdzić jak smoki radzą sobie z "osłabionym" shootingiem a mimo to 4-1 wpadło. (imo ta mała ilośc mortali w moim przypadku zadecydowała o minorze przynajmniej w jednym przypadku na dwa minory (trzy smoki ziały w Kairosa - wbiły łącznie 1 ranę w mojej pierwszej turze co kosztowało mnie - jak myślę dwa smoki w ciągu gry)

Dodatkowa uwaga - bez zaskoczenia - DMG z mortali robi się narawdę niewielki w momencie kiedy wjeżdża ward 5++. Miałem okazję grać na LRL "Z" i "BEZ" warda. O ile pierwsze z mortali ginęły aż miło tak drugie ledwo je poczuły. Przykładowe LRL z wardem, MoN ze swoim 5++ army wide, nawet SBG/NH z 6++ - zakrzywiają krzywą DMG jeszcze bardziej w dół.

Przeciwnicy uczą się szybko. Większość moich gier polegała na rozbijaniu bunkrów rozstawianych w samym rogu stołu na granicy zasięgu (lub tak daleko jak się da). To zdecydowanie pomaga w przetrwaniu pierwszej tury/rundy przeciwnikowi, bo dostaje w pierwszej fali dużo mniej smoków (i ogranicza zagrożenie shootingiem w hero). 

O ile w dwóch przypadkach się udało to w trzecim (na KO Alka) zdecydowanie nie i kosztowało to grę. Najłatwiejszy win miałem własnie w momencie kiedy przeciwnik rozstawił się "klasycznie" na całą szerokość deploymentu. 

Trik dodatkowy - oddanie, nawet przy wygranym rzucie o "INI" w R1 wyboru strony i inicjatywy smokom - to pozwala dostosować swój deploy do tego jak wystawią się smoki (generalnie im dalej od czwórki tym lepiej).

Smoków w obecnej mecie dość szybko zaczyna ubywać ze stołu. Muszą zabijać dużo i szybko - to wiąże się z poprzednim punktem - jeśli deploymentem uda się ograniczyć straty w t1 smoków to jest dobrze, zwłaszcza jeśli mamy na tyle dużo DMG żeby się im odgryźć. Jedyny LOSE to właśnie sytuacja kiedy nie udało mi się szybko wyeliminować głównych zagrożeń które w połączeniu ze swoją mobilnością zestrzeliły wszystkie smoki z nieba (jak mi się wydaje w R4).

W przypadku smoków utrata 2-3 na początku gry już robi pewne problemy w późniejszym etapie gry (zwłaszcza przy mobilnym przeciwniku).

W sytuacji kiedy na stołach wciąż biegają 4 giganty i siłę armii liczy się tym, czy zdejmie giganta na turę, smoki cierpią rykoszetem, bo te same armie tłuką w nie tak samo mocno. 

Nie sa AŻ TAK wyporne. 3+ w obecnej mecie oznacza w praktyce połowienie DMG (większość unitów dysponuje rendem a wszystkiego nie załatwimy AoD + monsterowa meta i rampage...). Praktyczny brak warda sprawia, że o ile nie walczymy przy znacznikach (w części scenariuszy nie ma ich AŻ TAK dużo, w jednym w R1 nie ma ich wcale) to nie ma żadnej obrony przeciw mortalom latającym w dużej ilości po stołach (do tego jeszcze wymusza to granie na jednym z hostów).

Nieoceniony jest tutaj oczywiście MYSTICAL.

Czyste smoki mają ten sam problem co giganty - brak screena. Sanex rozwiązał to skinkami, kwestia otwarta czy to najlepsza opcja.

Plusy:

MO-BIL-NOŚĆ. W zasadzie nie da się uniknąć smoków, chyba, że gramy po przekątnej stołu (a i wtedy naprawdę niewiele miejsca zostaje). Smoki jeśli chcą, to dolecą. 

Kwestią otwartą jest to ile z nich doleci i czy na pewno chcą w niewielkiej liczbie wbijać się w środek armii przeciwnika. (tutaj duże znaczenie ma oczywiście teren i jego wykorzystanie w obronie przeciwnika.

Mobilność w R1 zmusza przeciwnika do szeregu trudnych decyzji. W późniejszych rundach bardzo pomaga przy kontroli stołu - wciąż - niewielką ilością modeli. 

Część graczy twierdzi, że tą grę wygrywa się w fazie ruchu, smoki wydają się to potwierdzać.

Ruch w hero zachomikowany na późniejsze rundy też potrafi zdziałać cuda - nie zawsze wykorzystanie go w T1 jest optymalne (zwłaszcza w kontekście szybkiego uczenia się graczy i bunkrowania połączonego z oddaniem INI smoków po wygranym rzucie przed grą). 

DMG output - są i będą gry gdzie smoki samymi mortalami będą zdejmować pół armii przeciwnika - ale na to liczyć nie można. 

DMG jaki biją w CC to jednak wciąż dużo - można się spierać, że fulmi biją lepiej, że jakieś unity też - ale tutaj to konglomerat kilku czynników wpływających na ich siłę, która zdecydowanie daje radę. Rozpędzona czwórka rozkręca w to w co wpada o ile ma na tyle miejsca.

Tak - miecze lepsze i tak, lance wciąż moim zdaniem mają rację bytu - dodatkowy rend się przydaje. 

Jednorazowa CA z run and charge - kocham całym serduchem, chociaż żal ściska kiedy CP topnieją jeszcze przed CC...

Ignor spelli - ależ mi to robiło dobrze. Highlight nastąpił kiedy mój generał na 5 ostatnich ranach samodzielnie wytankował 5 zeenczowych spelli zadających DMG pod rząd - odbił wszystkie, a kapitan czeskiego zespołu omal nie podał ręki. W innych grach ta zasada również była nieoceniona. 

Ignor sprawia, że mniej trzeba się bać rezygnacji z obrony w postaci maga.

Retreat i shoot lub szarża - to w połączeniu z ignorem spelli ugrało mi mecz na czecha. Związany w CC generał wyleciał z horrorów i z przerzutem szarży (CT z GH) wjechał na pełnej w Kairosa. W połączeniu z mirroshieldem to moim zdaniem dobry build. 


Inne uwagi:

1x4 vs 2x2 4 póki co wciąż mocna + rally i mina przeciwnika jak się uda chociaż jednego wrócić - bezcenne chociaż rzadkie w moim przypadku zjawisko. 

Kiedy można - korzystać z cover - darmowe +1 sv? Biorę gdzie się da skoro mogę - a mogę. 

Do rozważenia zdecydowanie zmiana hosta na ten uniemożliwiający rampage (w drugiej kolejności re-roll jednej kości na szarży).

Niezbyt zaskakująco - armia wybacza wiele, zarówno błędów jak i słabych, niestatystycznych rzutów - oba mi się przydarzyły, zwłaszcza w ostatniej grze na luminethy (Zmęczenie też swoje zrobiło).


Podsumowując - w moim przekonaniu armia nie jest OP (biorąc poprawkę na turniejową metę, dobrzy gracze z silnymi rozpiskami spokojnie nawiązują walkę i są w stanie ugrać - proces będzie jak zwykle postępował - meta i gracze się dostosują. 

Piszę to z perspektywy jednego turnieju drużynowego i kilku(nastu) gier testowych przed nim, z naciskiem na to, że nie rozważałem do tej pory wkładek w postaci allies.

PS. smoki jako uzupełnienie Cities, na Tempest Eye mogą być hitem (o ile w Living City wciąż lepsze Fulmi). 


No i to by było na tyle - niby opus magnum tego bloga nastąpiło w tekście o gigantach (ależ on się źle zestarzał i świadczy o tym jak bardzo zmienia się meta w tej grze ;) ) i miałem już nic nie dodawać ale ponieważ nie chciało mi się dzielić tekstu na wiadomości i wklejać na popularne discordy to ...czemu nie tu ;) 

Nie przyzwyczajać mi się tu tylko!

Historyczne - "Do następnego"!

W.




Warhammer Age of Sigmar | General's War Team Tournament Wrażenia


Cześć,
Dawno mnie nie czytaliście prawda? Well najpierw zwolniło tempo publikacji a potem po prostu zamilkło bez uprzedzenia i powodu. Ot, zwyczajnie odczuwałem coraz mniejszą potrzebę na przelewanie tutaj swoich hobbystycznych zmagań, z drugiej zaś strony, środowisko AoSa w Polsce okrzepło i wydaje się, że sporo treści jakie tutaj się ukazywały jest już po prostu niepotrzebna. Grupa Well jakoś nie podjęła wyzwania i tak to blog sobie zgasł - większa część środowiska nawet nie zauważyła kiedy.

Niewielu z Was też pewnie wie, że Well of Eternity obchodziło niedawno czwartą rocznicę swojej obecności w internetach. 07-01-2016 ukazał się tutaj pierwszy wpis nie zwiastujący bynajmniej niczego szczególnego.

Przez ten czas blog ewoluował i rozwijał się będąc odzwierciedleniem rozwoju mojego (a potem już nie tylko mojego) hobby, jednak pewne rzeczy się na nim nie zmieniały. Wciąż był miejscem gdzie dzieliłem się z Wami tym co robię, myślę, planuję w temacie grania w Age of Sigmar. Był MOIM miejscem w którym nikt nie mógł mi dać bana ani prosić o to bym o czymś nie wspominał albo opisał coś inaczej. Jeśli się to komuś podobało - zostawał, jeśli nie szedł sobie gdzie indziej. Liczę, że tak będzie dalej.

Dyplom i "nagroda" w jednym za best alliance czyli coś co mnie zdecydowanie striggerowało do napisania tego wpisu.

Well będzie istniało dalej, mam nadzieję starczy mi pary aby znowu napędzić siebie i małą grupę osób która skupiła się wokół tego projektu by znowu ruszyć z nim do przodu. Wiecie jak jest - póki lokomotywa się toczy - jest ok. Jeśli stanie, to ruszyć z miejsca jest bardzo, bardzo ciężko.

Dzisiaj jednak, po tym przydługim wstępie, chce wykorzystać to miejsce jeszcze raz do tego do czego je stworzyłem, zanim stało się miejscem w którym szukaliście cccombosów, taktyk, nowości, artworków i całej reszty dziwnych rzeczy które tutaj się pojawiały, a które dotyczyły hobby ale nie MNIE w tym hobby.
Podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat jednego jego elementu.
Opiszę swoje wrażenia z ostatniego turnieju klasy "master" - General's War Team Tournament.
Rozpiski, nasze taktyki i plany, jak mam nadzieję - opisze Patrycjusz w osobnym wpisie, który już teraz mogę polecić, znajdziecie go (kiedy już się stworzy >> TUTAJ <<.

Ja skupię się na tym jak mi (ale w sumie i ekipie Well) grało się w Pruszkowie. Zaryzykuję znowu, bowiem ośrodek krakowski przygotowuje się powoli do organizacji pierwszego turnieju klasy master w marcu a to co znajdziecie poniżej będzie niczym więcej jak ustawieniem sobie samemu poprzeczki na pewnej określonej wysokości. Po części właśnie taki jest tego cel. Po części jednak jest to wyraz tego co nazbierało się przy okazji wyjazdu do Pruszkowa.

Ok., wstępniak przydługi więc czas na konkrety bez ozdobników.

Turniej zanosił się na ten NAJ. Największy, najlepiej przygotowany, najbogatszy, najprofesjonalniej "transmitowany". Liczba graczy musi robić wrażenie - 21 zespołów, łącznie 84 graczy (w tym goście zza granicy), do tego oczywiście osoby towarzyszące i tabory ;), organizowany przy okazji większego eventu, blisko Warszawy, przez ludzi którzy niejeden turniej - jak zrozumiałem - już organizowali. No myślę - jak do tej pory do Wawy raczej nie zawijałem zbyt często tak tym razem nie ma bata - jadę.

Pojechałem nie sam. Ośmiu nas było tych grających a i jakże cenne wsparcie logistyczne na miejscu dzięki Leo i Celinie mieliśmy. Zacna ekipa w dwóch słowach. Pomni specyfiki masterów nasza ekipa, "Stare Well" czy jak je tam zwać przyjechała na całkowitej wyjebce jeśli chodzi o wyniki. Bez żadnych oczekiwań w stosunku do drabinki turniejowej i bez najmniejszych nawet aspiracji wynikowych. Miała być dobra zabawa, gry bez napinki, sporo integracji a przy okazji zgarnięcie tego po co nikt inny się nie schylił.

Z naszej strony wyszło chyba dobrze. Gier zagraliśmy cztery (bo BAY), bawiliśmy się wszyscy przy nich lepiej niż dobrze, ludzi poznaliśmy świetnych, a tych których znaliśmy, poznaliśmy jeszcze lepiej przy stole i to nie tylko tym z figurkami.
Podstawowe więc założenie wyjazdu spełniliśmy na 105%. NAPRAWDĘ ŚWIETNIE SIĘ BAWILIŚMY.
Powiem Wam dlaczego - bo nie wyniki był najważniejsze i bo nie sam turniej był najważniejszy (a przynajmniej nie jego zasadnicza część - rywalizacja o podium itp.). Wiem, niektórzy powiedzą - no jak dla wszystkich - ale ja patrząc po niektórych grach mogę długo dyskutować o tym co dla kogo w rywalizowaniu turniejowym jest najważniejsze (i nie, nie będą to punkty za modelarkę czy best play).
Gdyby jednak odrzucić aspekt "towarzyski" tego turnieju i oceniać organizację (tam gdzie się z nią spotkałem), z mocnego 10/10 zjechalibyśmy na jakieś 3/10.
Organizatorom oczywiście dziękuję. Należy się to każdemu kto poświęca swój czas na to aby inni mogli oddawać się swojemu hobby. Organizowanie czegokolwiek jest zawsze trudne i wiąże się z jakimś poświęceniem, jednak oka na niedociągnięcia tego turnieju przymykać nie zamierzam, tak jak nie robiłem tego nigdy wcześniej za co Well punktów u ich organizatorów bynajmniej nie zyskiwało (ale spokojnie - będzie okazja, mam nadzieję - do rewanżu i przejechaniu się po nas za Kraków 2020).

Co mi się nie spina? Organizacja mi się nie spina. Trochę bylejakość, trochę niedoróbki, trochę dziwnych braków których nie spodziewałbym się po takim turnieju, takim budżecie jaki udało się pozyskać z wpisowego (360 zł/zespół w przedpłacie i 400zł/zespół po terminie wpłat) i (zapewne) od sponsorów.

Na wstępie co mi się podobało? To, że orgowie znaleźli naprawdę fajną miejscówkę - blisko Lidla czy innego owada, w pobliżu stacji benzynowej, ogólnie dobrze położoną, dobrze naświetloną, przestronną salę i miejsce w ramach szerszego konwentu gier.

Czego zabrakło albo co mi się nie podobało? Niestety - tego będzie więcej. W kolejności nie od ważności a w kolejności zauważania.

SALA – spoko, tak jak pisałem, śmierdzieć nie śmierdziało bardziej niż na innych, światło ok., z głośnością nie było problemu bo nagłośnienia nie było (o tym za moment). Pod oknami pizgało trochę złem i mrozem ale od czego bluzy i kurtki.

SĘDZIÓWKA – A raczej kontakt sędziówki z graczami. Albo jak kto woli - nagłośnienie. Darcie się przez cała salę z informacjami jest słabe w 2020 roku. Mamy mikrofony, mamy megafony, mamy wuwuzele, cokolwiek, bez tego było zamieszanie a ja połowy komunikatów nie słyszałem po czym latałem na sędziówkę dowiedzieć się o co chodzi tym razem. Pracy sędziów nie mogę ocenić bo sędziego nie wołałem. Albo tejblowałem albo zostałem stejblowany i za dużego pola do dyskusji i kłótni nie było.
Zastrzeżenia jakieś słyszałem ale to już musieliby konkretni gracze z konkretnymi sytuacjami się wypowiadać - jeśli macie takie przykłady to nie bójcie się nimi dzielić - ale raczej pod wpisem na FB. ;) BTW. Szkoda, że nie było czasomierza który by pokazywał upływ czasu rundy (standard już na turniejach).
Oddzielne kilka słów do podawania wyników. Dalej mamy wszyscy problemy z aplikacjami zliczającymi i prezentującymi wyniki. W Pruszkowie szczególne widoczne kiedy paringi na rundę czwartą poznaliśmy … 15 minut przed tą rundą czyli na drugi dzień. Do tego liczne błędy przy wpisywaniu do aplikacji zgłoszonych wyników. Naprawdę – to stresuje kiedy nie dość, że musisz ugrać wynik na stole to potem jeszcze musisz pilnować i niemalże wisieć nad sędziami aby poprawili błędnie wpisane wyniki. Aplikacja musi być sprawdzona a przed większym turniejem warto sobie zrobić stress-testy i zasymulować turniej na więcej niż 15 osób w formacie jaki organizujemy. Błędne wyniki w appce wprowadzają mnóstwo niepotrzebnego zamieszania. Nie wiem jak to tam wyglądało, kto był w zespole organizatorów za to odpowiedzialny (trochę chaosu chyba wśród samych orgów było z tym) ale zdaje się, że ostatecznie wyniki przed ogłoszeniem wpisywał Piotrek Kurkowski - szacun :)

TACKI DO PRZENOSZENIA ARMII - Niby standard, niby nic wielkiego, niby nie powinienem narzekać - ale to już wprowadzamy u nas na lokalach nawet gdzie poruszamy się obrębie pomieszczenia wielkości pokoju. Tutaj była sala gimnastyczna. Szkoda, że takiego drobiazgu zabrakło.To kosztuje grosze - nawet jeśli się kupuje 100 (albo nie nawet a JEŚLI kupuje się to w hurcie). Sprawne przenoszenie armii jest ważne a nie każdy targa ze sobą ładną i klimatyczną TABLICĘ do transportu figurek między stołami.

STOŁY – Tereny - nierówne. Albo patelnia bez ani jednego blokera LoS albo z gigantycznym monolitem/wieżą wypaczającym wynik gry i bardzo nań wpływającym. Pierwsze stoły broniły się wizualnie, reszta już niekoniecznie.
predefiniowane tereny miały też nie kolidować z terenami frakcyjnymi i szerzej ze znacznikami na stołach - no więc z mojego oglądu i rozmów wynika wprost, że to się nie udało i często zmieniało to wynik bitew.
Maty – na niektórych stołach były nie te do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni tylko …jak je określić… „cienkie, materiałowe płachty”. No test był, odbył się i jak dla mnie nie przeszły go (tutaj protip dla kupujących takie cosie – nie polecam). Są za cienkie, materiał za lekki, nie trzymają się powierzchni blatu (albo ławek na których leżały w Pruszkowie) a więc przesuwają się, marszczą w momencie kiedy jedziemy po nich oddziałem, kiedy opieramy się, kiedy mierzymy (zabawna sytuacja zasłyszana – mierzą szarże raz, mierzą szarże drugi raz, mierzą szarżę trzeci raz – za każdym razem inaczej mierzyli bo inaczej mata była naciągnięta). ;) Na plus miejsce przy stołach – nie trzeba było się pośladami ocierać o kolegę z tyłu. PS., tak przyczepię się do tego – NIE BYŁO NUMERACJI STOŁÓW - serio, ja wiem, że pewnie jakaś logika w ich ułożeniu była ale kiedy wbijasz na salę to nie chcesz kombinować i pytać 5 osób który to stół, chcesz iść do swojego wyciągnąć figsy i zacząć na nim grać. Jedna kartka z jedną cyfrą..

ŻETON. Dostaliśmy jako gracze jeden ŻETON (organizatorzy - możecie mi powiedzieć jaką wartość dla gracza AoS ma JEDEN żeton/znacznik?). Szkoda, że zabrakło miarek, liczników punktów, czegokolwiek przydatnego do czego zdążyliśmy się jednak przyzwyczaić przy okazji innych turniejów.

OBIAD – czyli w moim przypadku rozgotowane ziemniaki i kotlet BEZ surówki, sałatki, nawet ogórka, spóźnione o pół godziny, jedzone na kolanie bo już graliśmy). Nie wiem jak wrażenia smakowe tych którzy zamówili inne opcje (ponoć lepiej wyszło), ale mnie ten obiad ani nie nasycił ani nie porwał. (szacun dla burgerów na Dzbanie). A, do obiadu był soczek, jedyny napój serwowany "w ramach all inclusive" na turnieju. Przy okazji...

WODA/KAWA/HERBATA na miejscu – BRAK. Ale naprawdę? BRAK? Nie udało się dogadać ze szkołą? Organizatorem całego eventu, czy po prostu niech giną? Czemu na imprezie zabrakło czegoś tak trywialnego a zarazem potrzebnego? Nie przypominam sobie szczerze mówiąc innego turnieju tej rangi BEZ WODY (w kontekście tego o herbacie i kawie można pomarzyć).

Kwestie SANITARNE – toaleta koedukacyjna w pobliżu Sali gier na 80+ graczy, osoby towarzyszące, odwiedzających, i inne zbłąkane dusze. Jak sądzicie, jak to się mogło skończyć? Zwłaszcza kiedy frekwencja gwałtownie rosła w momencie przerw pomiędzy grami? Ja na przykład odwiedzałem pobliską stację benzynową (i wiem, że nie tylko ja bo paru graczy tam spotkałem, pozdrawiam ekipę orlenową, "dwójeczka", hotdog i lecimy na kolejną grę, co nie?). Kolejki na Orlenie mniejsze za to papier toaletowy był, bo w tej na miejscu było z tym krucho (ręczniki papierowe do wytarcia rąk to zaś w pierwszym dniu luksus absolutnie nieosiągalny). Toaleta dodatkowa "gdzieś była". Była ponoć większa. Nie wiem, nie widziałem, pewnie gdybym jakieś oznaczenia zobaczył to bym trafił i coś więcej powiedział.

NAGRODY – W rules packu jest informacja o nagrodach za konkretne osiągnięcia na turnieju. Może zabrzmi to jakbym na turnieje jeździł po nagrody (oczywiście, że tak) ale dobrze by było gdyby organizatorzy na etapie konstruowania schematu nagród zaznaczali CO MOŻNA WYGRAĆ za dane osiągnięcie. Szczerze mówiąc jako zespół czujemy się delikatnie mówiąc MOCNO ZAWIEDZENI formą wyróżnienia jaką otrzymaliśmy za podjęcie wyzwania i przyjazd na turniej na najmniej popularnym grand aliansie (nawet przygotowani na rywalizację z podobnymi nam wariatami).

W tym miejscu jeszcze raz - nasze "wyróżnienie":


Dyplom jaki otrzymaliśmy (niepodpisany przez organizatora, z błędną nazwą wydarzenia, trochę niechlujnie wydrukowany i ogólnie sprawiający wrażenie robionego na ostatnią chwilę bez jakiejkolwiek uwagi do detali) ciężko mi traktować jako "nagrodę" (znów za rules packiem, cyt. „nagroda dla drużyny, która ma w drużynie wszystkie armie z jednego GA(jeżeli taka będzie)”) No więc organizatorzy – taka drużyna była. I nie dostała nic poza wzmiankowanym dyplomem który nie boję się tego nazwać jest nie wart absolutnie nic w tej formie w jakiej został nam wręczony. Że czegoś nie zrozumieliśmy? Że materialiści z nas? Skoro nie zrozumieliśmy to trzeba mocniej akcentować. Że materialiści? Jeśli widzimy okazję do dobrej zabawy i przy okazji jakiegoś gifta w cenie turnieju to czemu nie?

No więc, największy turniej jak do tej pory w Polsce nagrodami raczej nie stał. Może i pierwsza trójka była zadowolona ale pozostali, nawet z pierwszej dziesiątki to już raczej słabiej. My za 17 miejsce (hehehe, już ponoć osiemnaste bo jednak jakieś zmiany nastąpiły w punktacji - ekipę która nas przeskoczyła pozdrawiamy) zgarnęliśmy trzy torby reklamowe worki na buty, pudełko kostek i bliżej niezidentyfikowany plakat (było nas czterech w drużynie, ale spoko, plakat w miesiącu będzie wisiał po tygodniu u każdego z nas więc każdy coś dostanie).
PS. z nagrodami wiąże się jeszcze jeden nasz mały zawód - jechaliśmy po Kill Pointy. Pal sześć z nagrodą za nie ale z moich doświadczeń wynika, że to na tyle istotna statystyka, że zwycięzca w niej JEST WYCZYTYWANY na koniec turnieju. Miły ukłon w stronę tych co nie kalkulują czy im się opłaca zaszarżować czy nie. Szkoda, że i tego zabrakło w przypadku GWTT.

BEST GENERAL - małe zamieszanie jeszcze na koniec z Best General, wyczytanie nastąpiło, tyle, że z błędem. Nie wiem ile osób ogarnęło ostatecznie, kto był najlepszym generałem na tym turnieju bo na stronie wydarzenia nie ma o tym wzmianki a szkoda bo wypadałoby jednak parę słów napisać podsumowania (mamy środę kiedy to piszę).

OSTATNIE MIEJSCE - Nagroda nie dotarła na czas a chłopaki pojechały do Czech. PS. co było za ostatnie miejsce? Tutaj była kumulacja - nie dość, że nic nie było słychać to jeszcze zamieszanie więc w sumie już nic nie wiem na ten temat.

Widzicie to? Rozumiecie chociaż trochę?
Dla mnie to obraz chaosu i bylejakości. Część tych zastrzeżeń to absolutne drobiazgi które dałoby się wyeliminować w ciągu kilku godzin. Części dałoby się uniknąć na etapie przygotowań.
A tak skończyło się - w moim przypadku - srogim rozczarowaniem i poczuciem robienia czegoś trochę "na odwal się".
Tak, dyplomu za ten Best Alliance nie odpuszczę bo to taki Żenek tego sezonu na razie.
Nie wiem, może inni by nad tymi przeszli do porządku, machnęli ręką i poszli dalej ale ja jakoś nie potrafię.
Odczucia jakie zebrałem od innych - jeszcze na miejscu były dość podobne, jak zwykle, raczej nikt się nie wychyla, bo po co "gównoburzę" kręcić - ja tam jednak stoję na stanowisku, że lepiej wywlec to teraz żeby na przyszłość było lepiej (da się, naprawdę sporo już się zmieniło w organizacji turniejów, naprawdę idziemy ku lepszemu, nawet jeśli czasem gdzieś się wyłożymy jako całe środowisko).

Jak zwykle - niezależnie od tego czy się zgadzacie czy się nie zgadzacie z tym co tutaj napisałem to oczywiście - dyskutujmy, chętnie poznam Wasze zdanie na poruszone przeze mnie zagadnienia. Chętnie poznam też sugestie tego co można generalnie robić lepiej na takich turniejach (takich w sensie dużych i coraz większych). Wyzwania przed organizatorami w związku z tym też coraz większe i kto wie - może kiedyś 4-latki przejmą Starą Zajezdnię i zrobią turniej na trzy tysiące osób...).

Tymczasem zaś dzięki za dobrnięcie aż tutaj,
Do następnego!
W.

Warhammer Age of Sigmar | AoS DMP 2019

Cześć,

Well... zamilkło na bardzo długo, jeszcze w zeszłym miesiącu ale nie oznacza o, że nic się u nas nie działo.
Przede wszystkim zajęci byliśmy przygotowaniami do aosowych Drużynowych Mistrzostw Polski które to mistrzostwa odbyły się w miniony (15-16.06.2019) weekend w Chorzowie.


Wydarzenie organizował - podobnie jak w zeszłym roku - Szybki Szpil, odbywało się w tym samym co ubiegłym roku miejscu i na bardzo podobnych zasadach (w największym skrócie - Rule Pack do pobrania >> TUTAJ << 

Udało się pobić rekord frekwencji - na turniej dojechało piętnaście zgłoszonych wcześniej drużyn (w porównaniu z 2018 rokiem wzrost o jedną drużynę jak wskazuje Warscore).
Wszystkie listy armii drużyn uczestniczących w turnieju znajdziecie >> TUTAJ <<
Trzeba przyznać, że "Na tym poziomie nie ma słabych przeciwników ;)" Większość rozpisek była zdecydowanie z tych "mocnych" i "znanych", zdecydowanie mniej czysto "zabawowych" ale i niczego innego nie można się było raczej spodziewać.
Z podziałem na frakcje wyglądało to tak:

Stormcaści, programowo już wskakują na pierwsze miejsce pod względem ilości. W przypadku turnieju drużynowego nie dziwi to wcale - ta frakcja jest dość elastyczna, można na niej złożyć armie które mogą kontrować wybrane rozpiski przeciwników, do tego duża dostępność modeli i wynikająca stąd spora ilość graczy. 
DoK, Skaventide, FeC, LoN w zasadzie pokrywają się - znów - z topką najsilniejszych według rankingów światowych - frakcji więc ich obecność na DMP w takiej liczbie nie zaskakuje. Od średniej na pewno odbija Khorne (głównie dzięki drużynom z Krakowa - w każdej znalazła się jedna armia boga krwi).
Sylvaneci którzy wciąż czekają na oficjalną premierę swojego Battletome zjawili się licznie na swój "ostatni marsz" pod zasady "starego" Battletome. 
Tradycyjnie - mało Destrukcji (ale za to ta która się pojawiła radziła sobie całkiem-całkiem), jeszcze mniej innych, mniej topowych armii.

Wspominałem już o Krakowie prawda? Nie mogę w tym miejscu nie napisać o tym jak bardzo się cieszę, że udało nam się, jako małemu, krakowskiemu środowisku AoSa, wystawić aż TRZY drużyny na te mistrzostwa. 

Nasze "community" może i niewielkie ale ostatnimi czasy mocno nabrało rozpędu dzięki nowym graczom którzy wnoszą entuzjazm i "świeże spojrzenie" na granie. Miks doświadczonych i nowych graczy turniejowych zaowocował trzema krakowskimi ekipami występującymi pod wspólnymi barwami Well of Eternity i Vanheim.pl - DZIĘKI RAZ JESZCZE WSZYSTKIM!

Dla porządku również - wrzucam rozpiski wszystkich "naszych" drużyn: 


Mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie słowo i na kolejne "mastery" będziemy jeździć już w nowym sezonie w "nieco" większym gronie ;) (a i pomysł "mastera" w KRK z rosnącym gronem graczy lokalnych staje się bardziej realny). 

Słów kilka o przygotowaniach "naszego" zespołu (Well of Eternity). 
Przygotowań w zasadzie nie było xD - analizy innych zespołów nie było, statystyk, pomysłu na parowanie nie było, rozważań nad tym kto powinien pojechać jaką armią i dlaczego akurat pojechał taką nie było, rozpoznania agend, przygotowania ich pod konkretne scenariusze i armie nie było....
W skrócie - nie było niczego co w ubiegłym roku zajęło nam przed DMP sporo czasu.  Naszym pomysłem był brak pomysłu i chęć pojechania tym, czym akurat każdy czuł się najpewniej stad taki a nie inny dobór armii w drużynie (który ciężko nazwać optymalnym i w którym próżno szukać szczególnie topowych w chwili obecnej rozpisek).  

Po namyśle stwierdzam, że pojechaliśmy totalnie nieprzygotowani i co za tym idzie nasz wynik (Z BITEW) jest w zasadzie zgodny z tym czego mogliśmy się spodziewać. 
Zakładaliśmy, że Booxi z najstabilniejszą (jak się wydawało) armią wyjdzie z turnieju 4-1 a ja z Uncjuszem jako bardziej "wrażliwe" armie/paringi wyjdziemy 3-2 co powinno pozwolić nam powalczyć o Top 3-5.
Od realizacji tego planu byliśmy o kilkanaście jedynek które Booxi wykulał w drugim meczu w kluczowych rzutach które zaowocowały przegraną bitwy, w konsekwencji zaś meczu. Co za tym idzie - z pewnością nie możemy uznać, że nam "nie poszło", nie wiem jak chłopaki (ale mam wrażenie, że mają podobnie) ale ja byłem więcej niż zadowolony ze swoich gier, Patrycjusz spisał się po raz kolejny jako kapitan i "ten od parowania" bo jak się wydaje parowania mieliśmy bezbłędne (czyli tam gdzie chcieliśmy tam przegrywaliśmy ;) ). Nie pykło po prostu w jednym-dwóch kluczowych momentach co przy takim przygotowaniu do turnieju i tak silnych przeciwnikach nie mogło się odbić na końcowym rezultacie.  
Ostatecznie wyszliśmy Booxi 3-2, Patrycjusz 3-2, Voy 3-2. 9 wygranych na 15 bitew uważam za solidny występ (zwłaszcza w kontekście braku jakichkolwiek przygotowań ;) ). 

Słów kilka o samym turnieju i jego przebiegu.

Graliśmy kolejno:
vs Północne Truskawki
(W) Booxi: Fyreslayers vs Dok
(W) Voy: Khorne vs Slaanesh w Shifting Objectives
(W) Uncjusz: Skaventide vs Nighthaunt

vs Słowiański Wiatr
(L) Fyreslayers vs Idoneth Deepkin
(L) Khorne vs Sylvaneth w Duality of Death
(W) Skvanetide vs  ScE

vs Wałki Przeciwpowodziowe
(L) Fyreslayers vs LoN
(W) Khorne vs FeC w Starstrike
(L) Skaventide vs Skaventide

vs Warsaw Vas Musicorum
(W) Fyreslayers vs DoK
(L) Khorne vs LoN w Three Places of Power
(W) Skaventide vs ScE

vs Nowobierunioki
(W) Fyreslayers vs Tzeentch
(W) Khorne vs ScE w Border War
(L) Skaventide vs FeC

*w razie gdybyście chcieli dowiedzieć się czegoś konkretnego o poszczególnych bitwach - piszcie do nas na priv - >> TUTAJ <<

Nie podejmę się uzupełnienia scenariuszy które grali chłopaki bo cały czas myli mi się kolejność - w razie "W" uzupełnię później. 
Moje bitwy w skrócie - dwa LOSE to: Bitwa z one-drop Sylvaneth Durthu/Alarielle w scenariuszu w którym punktują tylko bohaterowie to auto-lose dla mnie (wkalkulowany ale tutaj niestety "nie pykło" u Boxiego również) więc grałem tylko na Agendy. Drugi to przegrana z Nagashem na drugim scenariuszu w którym punktują bohaterowie (dziwnym nie jest...). Walczyłem, szarpałem ale bez wiary. W zasadzie również - wkalkulowany LOSE ale tym razem wszystko poszło zgodnie z planem i chłopaki ugrali swoje paringi. 
Trzy Win to kolejno: vs Slaanesh. Mieszane uczucia - z jednej strony wiem, że jestem w stanie wyzerować każdą armię Slaanesha dzięki "oddawaniu po śmierci" Blood Warriorów (co niweluje trochę Locus Slaanesha (na 2+ od KoSów przeciwnik bije jako ostatni), z drugiej moje jednostki składają się z modeli o 2+ ranach czyli jestem prawdziwą kopalnią Depravity Points. Tak czy siak - szybka bitwa w której w 2 rundzie przeciwnikowi zostało na stole 4-5 modeli tylko po to by pod koniec bitwy było na nim znów 30-kilka ;). Odparowanie 60 demonetek w jedną rundę zabolało jednak tak, że przeciwnik nie zdążył już nadrobić punktów przywołanymi w kolejnych rundach.

Drugi Win vs FeC. Tu szczęscie się uśmiechnęło do mnie bo po trzech godzinach bitwy wszystko rozstrzygnął jeden rzut na szarżę 9+rr. Doszarżowałem - wygrałem, nie doszarżowem - przegrałem. Doszarżowałem. FeC są zawsze trudnym przeciwnikiem, mobilne, z mocno OP Terrogheistami i summoningiem który sprawia, że zazwyczaj gra się vs 2300-2600 punktów. Ignorowałem smoki/Tgheisty i grałem tylko pod znaczniki, Adam niestety też postanowił tym razem maksymalnie długo ignorować mój główny blob wojowników i przez to w zasadzie niewiele podziałali w tej bitwie. Wojna manewrowa, kontrola stołu, blokowanie i przejmowanie znaczników trwały przez 3h i pomimo mojej znacznej przewagi w połowie gry (20-kilka punktów do 2) Adam był o dosłownie włos i 9" od zwycięstwa. Szacun. 
Trzeci Win vs ScE na 4 balistach, 10 Evo i 4 Fulmi z Gavrim to w zasadzie bajka o tyjm jak wojownicy w pierwszej rundzie wpadli w 4 balisty przeciwnika, przejęli jego znacznik (w Border War) i nie oddali go już do końca bitwy. Trzeba też przyznać, że w tej bitwie przeciwnikowi rzuty nie szły tak bardzo jak Booxiemu w drugiej bitwie. Połączenie szarży i rzutów nie mogło skończyć się inaczej jak tylko stołem dla mnie. 


To kolejny turniej który gram Khornem, drugi w niezmienionej formie rozpiski która wydaje się sprawdzać. Khorn jest mocnym Mid-Tierem moim zdaniem i w tym zestawieniu którym gram spokojnie wystarcza na 3-2 w porywach nawet do 4-1 na masterach. 
Na szybko jak to działa? - CA z Goretide (Bieg 6"+ możliwość szarży, wsparta Bloodstokerem i artefaktem z +1 run/charge) daje opcję szybkiego przemieszczenia 30 Blood Warriorów tam gdzie chcę aby się znaleźli. Prieści z +1 to hit, +1 to save dają im sporo wartości a sami BW odbijają mortale na "6" to save i atakują po tym jak któryś zginie. 
W armii mam jeszcze 1x10 i 1x5 Blood Warriorów - zdziwilibyście się ile dają takie małe oddziały. kontrola stołu, dobicie ciał na znacznik, odbicie go, zasłonięcie się.... Są uniwersalni, wytrzymali i zatrzymają "szarżę lekkiej brygady".
Szybcy i szybko ginący Bloodreaverzy to idealne mięso na szybkie zajęcie znaczników, zascreenowanie, kontrolowanie stołu i wreszcie źródło Blood Tithe.
Skullreaperzy - idealny oddział który nawet puszczony samopas da sobie radę. Trochę ich nie doceniałem ale zmieniłem zdaniem po kilkunastu grach. Dajcie im szansę - ich potencjał mortali i duża ilość ataków sprawiają, że nie musisz się martwić o buffy dla nich. Moga wyjść poza bańki bohaterów i dalej nie tracą wiele. Wytrzymali (4+, 3 rany), odporni na Battleshock... Czego chcieć więcej. 
Wszystko na Batalionie który na Blood Warriorach i Skullrepeaperach pozwala zmniejszyć renda z którym przeciwnik w nich bije o jeden. TO jest mocne ;) 

Słabe strony - brak strzelania (czyli żeby zdjąć coś za linią wroga zostają mi tylko Prieści z 16" na 4+ D6 mortali), brak jakiejkolwiek osłony przed mortalami, brak renda (w całej armii mają go bohaterowie i...Bloodreaversi), słabi i mało mobilni bohaterowie - bardzo ciężko wygrać tą armią scenariusz w którym punktują właśnie bohaterowie... Słaby w porównaniu do innych bogów chaosu i w ogóle innych frakcyjnych przywoływań system summoningu. 

BTW. Jak zwykle - najczęściej przywoływałem 5-10 Bloodletterów, Heraldów, PSY (wygrały 3 bitwę... ;) ). Z abilitek - nie użyłem ANI RAZ walki w Hero phase, najczęściej DP-ki szły na Auto-unbind.
O dziwo - jestem w sytuacji w której nie zamierzam dokonywać jakiegoś przemeblowania w rozpisce - mam ją ograną, znam jej mocne i słabe strony i uważam za skończoną w takiej formie w jakiej jest (co nie znaczy, że za miesiąc nie zagram na 120 Bloodreaversach żeby sprawdzić co da się nimi zrobić ;) )

Co dla mnie (i całego naszego zespołu) najważniejsze - wszystkie nasze bitwy przebiegały w naprawdę fajnej, towarzyskiej atmosferze. Nie było kontrowersji, nie było spin, to był naprawdę dobrze spędzony czas, a to zdaje się ;) w tym hobby najważniejsze. 
Turniej przebiegał sprawnie, serio - widać, że chłopaki ze Szpila wiedzą jak sterować biegiem wydarzeń - koniec bitew, wyniki, rozpoczęcie kolejnych bitew. Dobrze rozplanowana przerwa obiadowa, BARDZO SMACZNE (jak dla mnie ;) ) jedzenie - No muszka nie siada.  W miłej atmosferze After czyli obowiązkowy punkt programu - Naprawdę super, polecam każdemu graczowi udział w takiej imprezie - lepszej okazji do pogrania kilku fajnych gier, poznania sporej ilości podobnych sobie "fascynatów" figurków nie będzie :)

Ja tam bawiłem się świetnie... gdzieś tak do końca ostatniej bitwy.

I teraz będzie ten fragment tekstu który mam nadzieję nie spowoduje szczególnie mocnej gównoburzy, z resztą to mój (Wojtek) jedyny komentarz dotyczący organizacji sędziowania i punktowania na DMP19, więcej nie zamierzam do niego wracać w dyskusjach i wpisach (i podkreślam to raz jeszcze, że jest to MOJE odczucie i MOJE zdanie).
Podkreślam tez, że nie mam żadnych zastrzeżeń do ostatecznych wyników - są poprawne i właściwe. Ich jedyną wadą jest to, że są policzone według moim zdaniem niewłaściwego systemu punktacji który wypaczył rzeczywisty wynik (i o ile w naszym przypadku zmiany były mniej lub bardziej kosmetyczne to w przypadku innych drużyn mogły zaważyć na konkretnym wyniku). 


Sędziowanie a raczej organizacja sędziówki na tegorocznych DMP było zwyczajnie słabe, jak się okazało słabym punktem był również system punktacji i nad tymi elementami trzeba mocno popracować moim zdaniem aby już związane z nimi sytuacje nigdy nie miały miejsca na turnieju "rangi master".
Oczywiście jestem gotowy na odbicie piłeczki w moją stronę w stylu "Rozwiń tabelę, Well na czele to go dupa piecze" ale mimo to - pozostanę przy swoim:
Sposób punktowania, parowania i sędziowania był niedopracowany, chaotyczny i wyraźnie się nie sprawdził.
Do konkretów. 
  1. Obsługa Warscore i Warscore jako system. Ja wiem, że ten system/appka ma swoje fochy i "żyje własnym życiem" ale jeśli w czasie trwania turnieju bezustannie pojawiają się "Poprawione wersje" wyników, paringów, "duble" paringów na kolejną rundę zaciemniające cały obraz parowania i punktowania to nie jest dobrze i może warto zastanowić się albo nad zmianą systemu/appki albo nad lepszym przygotowaniem się do jego obsługi w czasie trwania wydarzenia bo taki obraz obsługi programu mielącego wyniki turniejowe nie buduje zaufania do wiarygodności wypluwanych przez niego wyników. Ogólnie prezentacja wyników to trochę za dużo chaosu jak na mój uporządkowany i lubiący przejrzyste tabelki świat. Przy okazji - może jakiś tutorial jak czytać wyniki, czym są capped, czym są uncapped, co na nie wpływa, zawieszony na stronie ligi, stronie wydarzenia (wiem, była wzmianka w Rule Packu)? Wyniki i "poprawki" o których piszę możecie znaleźć >> TUTAJ << (tak jest - Well na 8 miejscu ;) ). Zdaję sobie sprawę, ze sporo zamieszania wynikało z:
  2. Nieparzystej liczby drużyn co wymusiło wprowadzenia instytucji "BAYa" (a potem już poszło z górki). Tutaj dwie drogi przed nami - albo sztywny capping miejsc na "masterach"  w parzystej ilości albo bardzo mocne dopracowanie i sformalizowanie "BAYa" o którym poniżej:
  3. BAY dla gospodarzy w pierwszej rundzie przyznany z tego co zrozumiałem bez losowania. Słabo, nawet jeśli bierze się pod uwagę, że "Gospodarze wzięli, żeby dać pograć innym". Po pierwsze - wiedząc, że BAY z automatu daje MAX możliwych do ugrania punktów (w skrócie trzy maski do przodu w CAP/UNCAP), to chętnie też bym go przyjął, zwłaszcza w perspektywie dwóch kolejnych gier granych w dusznej, gorącej sali (której przy temp. na polu nie dało się nijak schłodzić i doskonale to rozumiem przy okazji dziękując organizatorom za każda próbę minimalnego chociaż zmniejszenia zaduchu i gorąca). Przyjąłbym go również w ostatniej rundzie bo na drugi dzień wracam do korpo-mordoru i 3,5 h więcej czasu na regeneracje po grze w trudnych warunkach jest na wagę złota (i 3 masek do przodu w turnieju).
  4. BAY liczony jako MAX punktów w kolejnych rundach nie sprawdził się moim zdaniem w tym roku kompletnie i doprowadził do dziwnych sytuacji przy końcowych wynikach (na co wpływ miał również sposób punktowania turnieju i nałożone widełki min-max za rozegrane mecze). IMO, bierzmy przykład z innych - daleko nie szukać 40k. OGÓLNIE WSZYSTKO BYLE NIE MAX za Baya w rundzie innej niż pierwsza.
  5. BAY za wcześniejszy wyjazd z imprezy liczony jako MAX w ostatniej rundzie turnieju. Ja wiem, że to "ludzkie", że skoro ktoś ma daleko do domu, na drugi dzień orze w korpo albo na innej robocie to skoro i tak gra o złote gacie w środku stawki to woli pojechać do domu i jakieś tam punkty dostać ale znów - MAX w ostatniej, 5 rundzie (to nie JAKIEŚ punkty, to kupa punktów) i przy okazji rozmontowanie jeszcze bardziej i tak szwankującego (przez nieparzystą ilość drużyn) mechanizmu parowania nie było najlepszym rozwiązaniem (podobnie było w ubiegłym roku). Czyli znów wracamy do wartości BAY.
  6. Punktacja turniejowa z założonym min-maxem na które nałożył się Bay i wynikającego z tego oraz nakładające się problemy z parowaniem. W skrócie po co dogrywać trzecią bitwę w meczu skoro wynik dwóch w praktyce definiuje jego wynik przy 21-39?
  7. Modelarka - o tym była już mowa w tamtym troku i w sumie jest o tym mowa od lat w każdym systemie. Moja propozycja - MODELARKA awansuje w hierarchii i staje się jedną z wizytówek turnieju. Gracze na 30 min przed pierwszą bitwą prezentują swoje armie na stołach, wjeżdżają flesze, fotki i video które w chwilę potem lądują na streamie/fb/twitchu. Większość armii jest fajnie pomalowana i dobrze się nimi pochwalić a przy okazji mamy okazje ocenić modelarkę i porozmawiać na spokojnie z "właścicielem" (nie w czasie gry), oceniając rzeczywiście WYSIWYG, przygotowanie armii PRZED turniejem do tego turnieju (czy podstawki się zgadzają, czy poszczególne elementy punktacji za modelarkę są spełnione itp. itd.). Wilk syty, owca cała i nie ma problemu z tym, że ktoś pierwszą bitwę grał jeszcze (albo nie) na szarych modelach ale już ostatnią na pomalowanych więc full za modelarkę. Czemu to ważne? Bo ja lubię uczciwie - jeśli ja maluję do 3 w nocy figsy żeby zdążyć i się STARAM to chcę być za to gratyfikowany, jeśli ktoś tego nie robi bo "domaluję se w przerwie" to nie chcę żeby był za takie podejście gratyfikowany. PS. #TakByłoNieZmyślam (a nawet gorzej ale miało nie być gównoburzy).
Tak to wygląda z mojej perspektywy. Takie niedociągnięcia wyłapałem - a nie było to trudne i tak je odebrałem i zrozumiałem - jeśli coś przeoczyłem lub o czymś nie wiem i w rzeczywistości wszystko było "cycuś-glancuś" to zapraszam do dyskusji. 

Żeby jednak nie kończyć dziegciem solą i popiołem. 
Cały weekend był przede wszystkim wypełniony graniem. A granie w figurki jest fajne. A jeszcze fajniejsze na dużych turniejach. A już całkiem super jak gra się z takimi ludźmi z jakimi my mieliśmy przyjemność grać w ten weekend - POLECAM jeszcze raz każdemu kto się waha, aby spróbował wybrać się na turniej Age of Sigmar :)

Na koniec jeszcze - moje osobiste podziękowania dla organizatorów - sorry, musiałem swoje "ALE" gdzieś przelać na klawiaturę bo trochę jednak mi się zrobiło dziwnie patrząc w tabelę (przy czym dziwnie to delikatne określenie). Nie miejcie za złe, bo to raczej w celu i z nadzieją dyskusji która doprowadzi do zmian na lepsze.
Szacun za to, że Wam się chce, że nie gramy na gołych blatach z dykty i kartkach z napisem "wzgórze" i "las" i za wszystkie te rzeczy których normalnie na turnieju się nie dostrzega a które wymagają kupy pracy. 
Zapewne do zobaczenia na kolejnych DMP a tymczasem dzięki i do następnego!
W.

PS. Zdjęcia z wydarzenia są dostępne ... w wydarzeniu na FB >> TUTAJ <<


Warhammer Age of Sigmar | Age of Szpil - Road to ETC I


Cześć,

Dzisiaj “nie taki krótki” opis występu nowego Khorna na Age of Szpil road to ETC. 
Na turniej dotarła mocna ekipa z Krakowa (Well w sile trzech + Paweł), na miejscu okazało się, że będzie nas nieparzyście (i ostatecznie było chyba 15?) graczy. 
Z armii jakie się pojawiły - całkiem fajny przegląd. Kharadroni, Ironjawz, Sylvaneth, Khorne, Idoneth, Death w kilku odsłonach (bez Nagasha!), ScE w znacznej przewadze nad resztą, Tzeentch, Nurgle, Beastclaw Riders - naprawdę sporo różności - SUPER! 

Zdjęcie podsumowujące dla mnie ten turniej - Vorgaroth vs 3 Bloodthirstery :)

Sam turniej "prawie jak w domu" bo tak się w Szybkim Szpilu czujemy więc nie ma co tracić czasu - przechodzę do sedna..

Scenariusze:

  • Relocation Orb
  • Three Places of Power 
  •  Blood and Glory

Moja rozpiska:

Exalted Greater Daemon of Khorne | Generał, Halo of Blood
Wrath of Khorne Bloodthirster
Bloodthirster of Insensate Rage | Ghyrstrike
                              
Tyrants of Blood - battalion
                                                              
Slaughterpriest | Killing Frenzy
5 Wrathmongers
5 Wrathmongers
                              
10 Bloodreavers battleline
10 Bloodreavers battleline
10 Bloodreavers battleline
10 Bloodreavers battleline
                              
Skull Altar          
1980

Pomysł najprostszy z możliwych – 3 duże demony mają zabijać wszystko na tyle szybko i sprawnie, żeby Bloodrevaerzy mogli w spokoju kampić na znacznikach.
Wrathmongerzy mają pomgać i Thirsterom i Reaversom w zabijaniu (+1 atak, również strzelecki z Wrathmongerów w 8”).  Do tego Slaughterpriest z killing frenzy (+1 to hit dla wybranej jednostki Khorna) stojący obok ołtarza (re-roll modlitw).
Artefakty też nie zaskakują – Halo of Blood jest artefaktem który wymusza wzięty przeze mnie Slaughterhost – Bloodlords. Na szczęście jest artefaktem który i tak by się w armii znalazł i pozwala zaatakować jego posiadaczowi na początku fazy CC, zanim jakiekolwiek inne jednostki zostaną aktywowane. Czyli mój generał, Exalted Greater Daemon zawsze atakuje jako pierwszy (chyba, że przeciwnik również ma jednostkę która atakuje jako pierwsza, wówczas o kolejności ataku decyduje to którego gracza aktualnie grana jest tura).
Drugi artefakt to stary dobry Ghyrstrike. Niby stracił sens na Insensate Rage`u bo teraz AOE mortale odpalają się już tylko na niemodyfikowanym rzucie równym „6” to wound ale z drugiej strony chciałem maksymalnie zwiększyć szanse na te szóstki a najlepszym sposobem na to jest zwiększenie szansy na udane hity. Z Ghystrike trafiam na 3+, z pomocą Slaughterpriesta trafiam na 2+ dzięki czemu kończę z Blodkiem bijącym 5 (6 jeśli w poblizu Wrathmongerów) ataków 2+rr1/2+/-2/D6DMG i każda 6 to wound zadaje 4 mortale wszystkim jednostkom przeciwnika w 8”.
Slaughterhost który wybrałem pozwala mi przerzucać 1 to wound kiedy atakuję bohaterów przeciwnika.
Dodatkowo batalion – Tyrants of Blood – w którego skład wchodzą wszystkie trzy Bloodthirstery pozwala mi po aktywowaniu w walce pierwszego zaatakować wszystkimi pozostałymi poza kolejnością aktywacji.
Oczywiście tworzy to świetne CCCombo z artefaktem Halo of Blood na generale. W skrócie – On zawsze atakuje pierwszy zatem pozostałe Bloodthirstery również zawsze atakują pierwsze.

Scenariusz 1
Relocation Orb – najdziwniejszy ze wszystkich scenariuszy AoS. Kompletnie losowy ruch scenariusza sprawia, że pozornie wygrana bitwa zamienia się w farsę kiedy znacznik postanawia uciec o 24+” w stronę armii przeciwnika i tam już zostać na stałe. Cóż – „dobry generał by to przewidział” i takie tam. Ogólnie scenariusz grany na turniejach w Polsce bardzo rzadko – właśnie z powodu tej kompletnej losowości.
Bitwa pierwsza to „challenge” vs Khorne Marka który specjalnie na ta okazję przytargał ze sobą kilka kilogramów żywicy z której odlany jest Vorgaroth the Scarred i jego Chaos Dragon.
Trzeba od razu uczciwie przyznać, że po pierwsze – smok na żywo robi OGROMNE wrażenie i przytłacza każdy inny model na stole (nawet jeśli jest to Anggrath również z Forge Worlda). Po drugie zaś – armia oparta na smoku jest fluffowa, świetna i w ogóle ale ma spory problem który najkrócej mówiąc można zdefiniować tak, że smok zabiera 1200 punktów i niewiele zostaje na resztę armii.



W największym skrócie – Marek skończył rozstawienie pierwszy, pozwolił mi zacząć, wiedząc, że nie mam szans na szarże w pierwszej turze. W związku z tym przesunąłem całość armii ku środkowi stołu aby przejąc znacznik na środku jak największą ilością modeli (i Bloodkiem z Ghystrike który dodaje sporo do tej liczby – liczy się za 20 modeli w tym scenariuszu). Popełniłem tutaj jednak mały błąd – przesunąłem go o 0,5” za blisko screenu w związku z tym smok z jego 3” atakiem mógł do niego sięgnąć. Taki był plan bo smok przesunął się w zasięg szarży (6-7”) obok niego śmiało pomykał Mighty Lord of Khorne (dający teraz re-roll szarż unitom w 16”). Do tego smok się zbuffował (rr hitów z Warshrine (zdaje się, że nie udało mi się unbindować Daemonic Power z Sorcerer Lorda więc tego nie miał). Reszta armii ostrożnie do przodu – aby tylko dalej wspierać smoka.
Plan się posypał kiedy smok postanowił nie dojechać do mnie w tej szarży na 6-7” z przerzutem dzięki czemu w pierwszej rundzie bitwy w której na stole były trzy blodki i smok chaosu jedyną walką jaka się zadziała było starcie dwóch dziesiątek reaversów – mordercy zdjęli sobie chyba po jednym modelu. 

Runda druga i znacznik ucieka bardziej w moją stronę. Co ważniejsze wygrana INI, nie oddaję bo może i znacznik wtedy dla mnie warty 3 punkty ale raczej nie będę miał go czym zająć jak we mnie wpadnie smok. Przesuwam co mogę w stronę znacznika, resztę w kierunku smoka – musi zejść bo będzie źle, nawet osłabiony dalej bije piekielnie mocno z topora (3+/3+/-2/2 DMG).
Problem jaki miałem to to, że na środku było już bardzo ciasno a nie udalo mi się pozbyć blokującej mnie najbardziej dziesiątki reaversów. Mocno ograniczone możliwości ruchu skończyły się tym, że na smoka zaszarżował Exalted i Insensate Rage, Warth nie dał już rady (szarża na 10+”) (BTW. Wcześniej strzelając dwa razy z Flaila nie zadał niestety żadnej rany… a mógł wbić 12 :/).
Exalted kompletnie zawiódł – wbił (po save smoka) 3 rany. Na szczęście trochę lepiej poszło Inesnate Rage – 2x6 na woundach = 8 mortali. Niestety efekt nie był porażający – Marek dobrze savewował i ignorował rany (Warshrine znów), ogólnie w smoka weszło zdaje się 22 ran, kilka w Mighty Lord of Khorne i Shrine. Później było już niestety tylko gorzej. Smok się odpalił – nawet z 22 wbitymi ranami zjadł oba szarżujące na niego Bloodthirstery i w zasadzie byłoby po grze gdyby nie scenariusz.
W swojej turze Smoczydło podleciało do screena z reaversów i stojącego przy nich WoKThirstera, reszta poleciała na znacznik. Smok oczywiście zjadł znów co tylko mógł, wyparował Thirstera, screen, gdzieś po drodze zgubiłem też 5 wrathmongerów – pewnie pod jego lewą łapą.  Pozostałe walki bez większej historii.
Na ten moment na stole miałem Slaughterpriesta, 30 Reaversów, 5 Wrathmongerów xD...

...Po czym rzuciliśmy na znacznik który znów postanowił oddalić się od smoka i wszedł jeszcze głębiej w moje terytorium.
Żeby było śmieszniej – przegrałem INI. Smok zjadał dalej co tylko mógł  (Slaughterpriesta akurat zastrzelił. One Shoot in da fejs) a ja po prostu robiłem kolejne kreski screena żeby go zatrzymać (bo udało mi się w pozostałych combatach po tej rundzie ubić Shrine i Mighty Lorda).
W czwartej rundzie przywołałem sobie jeszcze jednego Wrath of Khorne Thirstera tylko po to, żeby trzymał znacznik. Ostatecznie smok nie dopchał się do znacznika a w ostatniej, finałowej potyczce udało mi się ściągnąć go do zaledwie dwóch ran (z 30! W dodatku miałem go w garści, wystarczyło rzucić na D3 które miałem te niezbędne 5-6…. Rzuciłem za mało. J ). W odpowiedzi Smok stratował czwartego i ostatniego Thirstera.
Ostatecznie smok sam jeden (bo jak podliczyliśmy tylko smok zabijał w tej bitwie) wbił mi Table`a ALE dzięki znacznikowi który całą grę uparcie przed nim uciekał okazało się, że Scenariusz dla mnie, czyli do przodu. 

- Smok jest absolutnie straszny jeśli się go zbuffuje. Dzięki KW Mortal działają na niego wszystkie triki Warshrine (rr hit, ward save), do tego Sorc z rr 1 to hit, to wound, to save, do tego Priest z +1 to save i robi się nagle save 2+ rr1/6++ na 30 ranach.
- Smok ma tak dużą podstawkę, że nie łapie się na buffy od Bloodsecratora i Warthmongerów – zwyczajnie nawet kiedy stoją base to base – podstawka smoka ma więcej niż 8” :D
- Wyszło dziwnie bo Smok, przez mój błąd powinien już w pierwszej turze móc zabić Inensate Rage`a (który wbił mu najwięcej DMG), z kolei Warth strzelający do niego mógł i powinien jednak jakieś DMG też mu wbić. Ostatecznie jednak Bestia okazała się zbyt wyporna dla mnie
- Klimat! Jeden model ściągnął mi ze stołu 2000 punktów!
- Scenariusz! W każdym innym przegrywam (a i ten wygrałem trochę jak Polska z Łotwą - bardziej czuję baty niż zwycięstwo).


Scenariusz 2
Three Places of Power. Kolejny oryginał z najstarszej serii scenariuszy. Trzy znaczniki na stole które kontrolować mogą tylko bohaterowie.
Scenariusz dla mnie wydaje się wymarzony – moi bohaterowie nie dość, że mają po 14-20 ran to jeszcze są szybcy, latają i biją mocno a do tego z bonusami vs bohaterowie przeciwnika (bo Slaughterhost).
Walczę z Pawłem na Legion of Blood. Trochę klasyki czyli VloZD z Eteralem, 60 Grimghasów, Necros, trochę chainraspów i bonus czyli Lady Olynder + Guardian of Souls.
Mam mniej dropów – wbijam się thirsterami na znaczniki, staram się osłonić i zawęzić możliwość dostawienia się do nich przeciwnika Bloodreaversami ale niestety – są za wolni (czyli zamiast screena mam trochę osłoniete boki thirsterów – no słabo, nie powiem). Wrathmongerom udaje się dobić za blodki więc wiem, że +1 atak zapewniony.
Paweł na pełnej wbija we mnie co się da. Odpowiednio – Insensate dostaje na twarz 30 Grimów z Vanhelem (nie udało mi się unbindować nawet z +2 wratha :/ ), Exalted VloZD i 20 (chyba) Chainraspów, Wrath kolejna 30 xD Grimów.


Odpalam się pierwszy Exalted ale coś się zacina no i eteral działa. Exalted nie zabija smoka, wbija mu jakieś 9 (chyba ran) ale to zdecydowanie za mało. Następna aktywacja – Insensate Rage. Ten bije po Grimach, odpala się na mortale – wbija 4 w smoka – zostaje na jednej! Grimów nawet nie liczę bo wiem, że wstaną. Zabiłem ich trochę ale horda 30 z odpornością na renda i 6++ boli.
Ostatni bije wrath ale to kompletny niewypał – kilka dosłownie Grimów spada. Paweł odpala Grimów vs Insensate – z Guardianem za plecami biją 4+/2+/-1/1 i jakieś ok. 40 ataków (2” zasiegu…) wbijają mu 9 ran z pierwszej aktywacji ale wtedy widzę, że po pile-inie weszli w 3” od Wrathmongerów za Blodkami. Pile-inuje iloma się da do smoka – dwóch atakuje i wbija mu tą jedną (ostatnią) ranę. Ok., myślę – pograne.
Grimi vs Wrath też dają radę – spada kolejne kilka ran. Na koniec druga aktywacja Grimów vs Inesnate – oczywiście go zdejmują.
Dobijam jeszcze Reaversami gdzie mogę coś tam ubijam. Kilka grimów spada jeszcze z Battleshocków ale to wszystko nieważne – Żaden duszek nie scoruje.
INI 2 przegrywam, z magii i strzelania tracę kolejnego Blodka ale dalej jest korek i nic nie wchodzi na znacznik. Ja dobijam chainraspy walczące z Exalted i zwalniam go z combatu przed swoją turą co jest kluczowe (i to, że wrathmongerzy z Reaverami trzymają w combacie dalej oba unity grimow.
W swojej turze trochę się tasuje, uciekam, robię screeny, żeby utrudnić podejście pod Exalted. Przywołuję Blood Throne (wytrzymały bohater), kasuję ze strzelania Guardian of Souls i … jest po grze. 

Necromanta jest za daleko i po drodze ma Exalted (duża podstawka sporo pomaga w takich sytuacjach ;) ), zostaje Olynder która nadal nie ma jak podejść na znacznik bo biją się na nim grimi, reaverzy i bloodreaverzy. Ja nadal scoruję znacznik Exalted którego nie bardzo ma co ubić (bo screeny). Liczymy, patrzymy na szybko co się może zdarzyć ale wychodzi nam, że niewiele. Scenariusz dla mnie, punkty rozdzielone i przede wszystkim – trochę dłuższa przerwa (granie w zasadzie bez przerwy przez prawie 5  godzin męczy :) ).
- Eteryczność vs takie duże bestie jak Thirstery robi jednak ogromną robotę (mało ataków ale za to mocnych, na duszki tymczasem lepiej dużo ataków mieć). Ledwo ubiłem smoka (z drugiej strony – to jednak rzadki widok żeby 3++ z 14 ranami spadało w pierwszej rundzie CC) a o grimghastach nawet nie wspominam.
- Pile-in. To diablo istotne jak i gdzie się dostawiać –tutaj niby nic się nie stało – dzięki pile-inowi grimów którzy wciągnęli tym Wrathmongerów w combat mogłem pile-inować nimi do smoka i go ubić zanim cokolwiek zrobił – pytanie jak wiele mógł wbić ran Exalted – bo że zginąłby w następnej CC fazie to było już pewne.

Scenarusz 3.
Blood and Glory. Też już klasyka. Cztery znaczniki ale żeby wygrać trzeba kontrolować więcej niż przeciwnik. A najlepiej wszystkie cztery w okolicach 3 rundy (jaaaaasne, potrzymaj mi piwo).

Najdziwniejsza bitwa turnieju . Szczerze mówiąc do teraz nie wiem co się wydarzyło (to znaczy wiem xD ale kompletnie tego nie rozumiem).
Scenariusz dla mnie średni ale za to przeciwnik z ciężą dla mnie armią. Hurricanum, 4 balisty, Lord na drakocie, dwóch dracothianów, knight-venator (stworzony do polowania na takie bestie jak te Thirstery). No ogólnie gunline na który musiałem szarżować żeby coś zrobić (a przynajmniej tak mi się wydawało).
Pierwsza runda to przesuwanie screena jak najdalej od moich Bloodthirsterów. Cel był prosty – jak najbardziej odepchnąć balisty przeciwnika (które wraz z 2x5, 1x10 liberatorów były oczywiście w Azyrze). Bieg nawet, nawet poszedł, chłopaki wyrwały do przodu a Blodki zostały z tyłu.
Przeciwnik zdesantował balisty – wszystkie w jednym rogu stołu, tuż obok stojącego na samym kraju stołu Hurricanum (i za jebitną skałą przysłaniającą połowę pola widzenia). Venator z pomocą balist zdjął Insensate Rage.
R2 i dylematy – mogłem zaszarżować Exalted na blob liberatorów, balist i hurricanum ale na pewno nie zabiłbym wszystkiego a zapewne stracił go w odpowiedzi. Dlatego zaryzykowałem – podszedłem tylko reaversami i jednymi wrathmongerami na odległość szarż, Exalted wycofałem prawie na środek stołu (musiałem pamiętać o tym, że w Azyrze siedzi cały czas 20 liberatorów którzy tylko czekali żebym odszedł od swoich znaczników). Na drugiej flance pchałem do przodu kolejną dychę Reaversów, wrathmongerów i WoTThirstera.
Szarże wypaliły, dobiegłem do balist i liberatorów co dla mnie było kluczowe – mogły teraz strzelać tylko do CC a akurat reaversów mogłem tracić. Nabiłem kilka ran, dostałem kilka w odpowiedzi ale ogólnie bez zaskoczeń – nic się nie wydarzyło.


Przeciwnik w swojej fazie odważniej ruszył na drugiej flance – dracothy razem lordem podjechały pod wrathmongerów i reaversów na drugiej flance, z combatu wyszły zgodnie z planem dwie balisty, za plecami walczycych z katapultami plew spadli liberatorzy (zmniejszając tym samym zagrożenie desantem na moje plecy  a przy okazji postępując zgodnie z planem – gdyby zaszarżowali na 10 reaversów na znaczniku wpadłbym w nich Exalted z 6” pile in i wyzerował ich i tak) dracothy coś tam postrzelały ale tez bez szału po czym wjechały w to co miały przed sobą.
I w tym momencie nastąpił punkt zwrotny w grze. Mój przeciwnik zapomniał strzelić katapultami.
Na pytanie czy możemy wrócić odpowiedziałem, że niestety ale nie. Zrobiło się najpierw zamieszanie a potem klimat siadł do tego stopnia, że przeciwnik chciał się poddać.
Coś tam jeszcze powalczyliśmy ale Dracothy okrutnie skrewiły – dosłownie parę ran wbiły, trochę lepiej zawalczył Lord ale na stole dalej stał jeden Wrathmonger z którym walczyli. Przy blobie bez zmian – balisty które nie uciekły i nie strzeliły walczyły dalej z moimi plewami powoli ich wycinając ale dalej były zblokowane w CC. 

Kolejna runda okazała się już ostatnią. Uciekłem z walki z Dracothami moją 10 reaversów – wprost na niestrzeżony znacznik przeciwnika, Wrath of Khorne dzięki wrathmongerowi wbił 2D3 mortali Lordowi na Drakocie zabijając go, zdjął jeszcze jednego dracotha (okrutnie słabe rzuty na DMG po mojej stronie) i…. przeciwnik się poddał.
Wynik na stole był taki, że kontrolowałem 3 znaczniki ale w zasadzie nic nie zabiłem (Lord, 2xDracothy i chyba wybór liberatorów). Gra moim zdaniem była spokojnie do ugrania przez ScE ale nieporozumienie z drugiej fazy strzelania mocno zaważyło na decyzjach.
Scenariusz dla mnie – 3 bitwy do przodu.

- Khorne na gunline – jak mogło się to skończyć? To jeden z tych najgorszych paringów. Balisty mogą spaść wszędzie już wtedy, gdy będą wiedzieć gdzie znajdą się moje Thirstery. Nie mam jak się przed nimi zasłonić. Przeciwnik popełnił błąd grając „po krasnoludzku” i bunkrując się całością praktycznie armii w jednym rogu. Ja po prostu przeszedłem na druga flankę na której stały trzy modele.
- Fair Play – ilu grających, tyle zapewne opinii o tym, czy powinno się w ramach fair play i „grania o złote gacie” cofać akcje ale to zawsze problematyczne i stawiające obu graczy w dość niezręcznej sytuacji.

Ostatecznie zająłem 2 miejsce na (chyba) 15 grających. Wyprzedził mnie (znów chyba) małymi punktami  AGENDAMI Adam z – a jakże – Sylvanethami.
Tak czy inaczej grało się bardzo przyjemnie tym nowym, „okrutnie znerfionym” Khornem. Latanie po stole trzeba dużymi monsterami jest całkiem fajne chociaż tak naprawdę w żadnej z bitew nie pokazały pełni możliwości:

  • w pierwszej rundzie biły się tylko ze smokiem – nie zabiły go a on zjadł je i nawet nie poczuł niestrawności
  • w drugiej biły się z eterycznymi duszkami które z zasady połowią DMG swoim sv
  • w trzeciej w zasadzie nie doszły do walki


Nie użyłem ani raz abilitki Exalted która pozwoliłaby mi się pile-inować na 6”, tylko raz użyłem aktywacji przed innymi jednostkami w turze przeciwnika i w zasadzie tylko trzy razy przez wszystkie bitwy skorzystałem z abilitki Tyrants of Blood.
Rozpiska ma swoje bardzo mocne ale i słabsze strony, na pewno będą ją jeszcze modyfikował ale chyba na chwilę zostanę przy Khornie – właśnie przez sporą radość z gry jaką daje.

Na koniec jeszcze kilka słabych fotek
 

































Dzięki i do następnego!
W.